platforma blogowa portalu głos pomorza

Klimaty ze sklepu spożywczego

W niedużym sklepie spożywczym, w którym zwykle rano robię zakupy panie ekspedientki (panów nie ma) nieustannie zmagają się z foliowymi woreczkami. Jak zapewne wszystkim wiadomo w sklepach pieczywa nie powinno się dotykać i podawać gołymi rękoma. Stąd ekspedientki z mojego sklepu korzystają z woreczków, ale trochę na pokaz. To mnie smuci, ale i trochę bawi. Smuci, bo sklepowe nie przestrzegając podstawowych sanitarnych zasad mogą się komuś chorobowo przysłużyć. Bawi, bo obserwuję ich codzienną z tym gimnastykę.

Przykład numer jeden. Bułeczka spada z koszyczka na brudną podłogę. Za chwilę druga. – A co to się dzisiaj dzieje?! – próbuje zażartować sklepowa. Oczywiście bułeczki z podłogi wędrują nie do koszyczka, a obok niego. Klient widzi i myśli, że dbają tu o sanitarno-epidemiologiczne zasady. Nic bardziej mylnego. Bułeczki po kilku minutach wędrują do koszyczka i do klienta…

Przykład numer dwa. Przywożą świeży chlebek. Kosze naładowane po szczyt. Ekspedientka się uwija, bo samochód z piekarni stoi na światłach awaryjnych. To co z koszy niemal wylatuje sklepowa gołymi rękoma kładzie na chlebową półkę. Za chwilę przychodzi klient i prosi o świeżutki pachnący chlebek. Sklepowa teraz już bierze woreczek  i podaje chlebek klientowi. Ten prosi jednak, aby go jeszcze pokroić. Chlebek trzymamy dłonią opatuloną woreczkiem podąża razem ze sklepową do krajalnicy. I tam kroi się trzymany ręką bez …woreczka.

Przykład numer trzy. Sklepowa chce naładować do woreczka dwie bułeczki. Woreczek nie chce się otworzyć. Pani więc oblizuje swoje paluszki i pociera nimi woreczek. Kiedy ten lekko się rozkleja z całych sił dmucha w niego przekazując przy okazji to i owo…

Gdybyśmy żyli w czasie rzeczywistego albo medialnego zagrożenia świńską grypą to trąbiłbym na alarm. Ale o grypie nie ma teraz prawie nic. Teraz liczy się zima, zima i jeszcze raz zima. Pozdrawiam panie ekspedientki. Nie wiem, czy się jeszcze spotkamy :-)

Oddać dworzec PKP na graffiti

Dworzec PKP w Miastku to jedna z najgorszych wizytówek miasta. Zaśmiecony hol, brudne ściany w peronowym tunelu z łuszczącą się farbą i wulgarnymi napisami. Ile to już razy o tym pisałem…

PKP, od czasu do czasu i to zwykle po nagłośnieniu sprawy, maluje ściany i sprząta. Nie jestem specjalistą od farb i ścian, ale wydaje mi się, że coś z tymi remontami jest nie tak, skoro powłoka odpada po dwóch latach.

Po ostatnim artykule opisującym dworzec PKP odezwali się grafficiarze. I zaproponowali, że chętnie ozdobią swoimi rysunkami i malowidłami dworcowe ściany. Myślę, że to dobry pomysł. Próbkę ich umiejętności można zobaczyć na murkach niedaleko PKP. Będę namawiał kolejowych decydentów do tego projektu. Uważam, że wszyscy na tym skorzystają.

POmieszało się

Pogubili się politycy Platformy Obywatelskiej w Miastku. Myślę o propozycji szefa koła PO złożonej burmistrzowi Romanowi Ramionowi, aby ten był kandydatem tej partii na główny stołek w mieście w przyszłorocznych wyborach samorządowych. Lokalna Platforma strzeliła sobie samobója. Pokazała, że jest słaba. Ramion, choć podobno nie jest już członkiem SLD, utożsamiany jest z lewicą. I choć w polityce, nie tylko lokalnej, pełno jest przykładów wędrówki działaczy z partii do partii, to w tym wypadku byłoby to trudne do zaakceptowania przez wyborców, zarówno tych z PO,  jak i zwolenników obecnego burmistrza.

Ramionowi zapewne ta propozycja pochlebiła. Myślę, że nawet przez jakiś czas bardzo poważnie zastanawiał się nad mariażem z PO. Kalkulował, że w ten sposób pozbędzie się części politycznych konkurentów. Z drugiej strony jednak musiał snuć obawy, że przez ten krok może odwrócić się od niego jakaś część jego dotychczasowego elektoratu. I przez to byłaby to ryzykowna gra.

Obecny burmistrz ma silną pozycję. Jeśli nie popełni dramatycznych błędów, to kolejne wybory wygra w cuglach. Żadna partia nie jest mu do tego potrzebna, a powyborcze sojusze, to już zupełnie inna bajka.

Wracając do miasteckiej Platformy Obywatelskiej, to widać, że potrzebna jest tam wewnętrzna męska rozmowa. Lokalna PO wyraźnie cierpi na kryzys przywództwa.

Andżelika i nowe technologie

Kiedy opowiadam znajomym o mojej krótkiej rozmowie przez gadu z nieznajomą Andżeliką wszyscy długo się śmieją. To niech pośmieją się też nieznajomi. Przy okazji to taki mały obrazek relacji między 24-latką a prawie 40-latkiem :-)  

Hej – zagaduje mnie przez gadu nieznajoma. - Hej – odpowiadam i sprawdzam, kto to. Okazuje się, że Andżelika. Pada pytanie. – Czy jesteś tym Andrzejem, którego szukam?

- Robi się ciekawie -uśmiecham się do siebie i odpowiadam. – Nie wiem, może…

- Masz 28 lat ? - drąży Andżelika. I już wiem, że nie jestem tym Andrzejem. Odpowiadam więc, że nie. Mam 39 – odkrywam karty :-) . I co słyszę?

- Sporo – wypala Andżelika. I zanim zdążyłem dać wykrzyniki do tego “sporo” , pada zadanie, mniej więcej takie:  Fajnie, że starsi ludzie korzystają z tego typu ulepszeń…

Zostałem powalony na kolana. Przez chwilę pomyślałem, że może w komunikatorze Andżeliki mój wiek jakimś cudem wyświetlił się jako 63, a może i nawet 93. Mój dziadek ma ponad 90 lat i nie korzysta z gadu…

Ale nie. Było 39 lat. Andżelika, która była w drodze, pozdrowiła mnie, poprosiła abym się nie obrażał i zniknęła szukać właściwego Andrzeja. A ja szybko zrobiłem technologiczny rachunek sumienia. I wyszło, że nowe technologie obecne są w moim życiu od lat i mają się dobrze. Podobnie jak i u moich wiekowych :-) znajomych.

Pozdrawiam serdecznie dwudziestokilkulatki

Jedni mają raj, inni go nie mają

Miastecka władza od lat powiada, że bogactwem gminy są jeziora. Niemal w każdym folderze kusi nimi turystów. Jezior w gminie jest sporo. To fakt. Co z tego jednak, jak poza wodą i kawałkiem piachu przy wodzie, niewiele jest atrakcji do zaoferowania. Wiem, wiem. Jak ktoś chce dużej plaży, tłumu ludzi, hałasu, dmuchanych zamków i piwka, to niech jedzie nad Bałtyk. Pewnie i tak. W gminie Miastko powinna być jednak jeziorowa równowaga. Wędkarze mają raj. Spacerowicze mają raj. Ci co kontemplują mają raj.  Żeglarze mają raj. Kajakarze mają raj. Zwolennicy nieco innego wypoczynku raju, niestety, nie mają.

Niedawno dowiedziałem się, że oficjalnie w gminie Miastko jest tylko jedno kąpielisko. To Lednik. Dla wypoczywających z tego pożytek  jest taki, że zatrudniono ratownika. I tylko tyle. Kąpielisko od lat pozostaje niezagospodarowane, choć mądre gminne głowy co jakiś czas publicznie ogłaszają, że to się zmieni…  A zmienić powinno się wiele. Przede wszystkim plaża, bo to co jest tylko plażę udaje. Powinna być większa i z nawiezionym piaskiem, tak aby przyjemnie wypoczywały całe rodziny.  Nieco dalej mogłoby powstać boisko do siatkówki, koszykówki, itp. Nie widzę też przeszkód dla wydzielonej części gastronomicznej, czy letniego parku zabaw dla dzieci.

Głębokie w Świeszynie, Skąpe w Trzcinnie, Bobięcińskie w Bobięcinie to akweny, które mogłyby być lepiej zagospodarowane. Pierwsze, z roku na rok, jako miejsce wypoczynku, podupada. Sypie się pomost i nikt nie chce na poważnie się nim zająć. Plaża, podobna jak przy Ledniku, czyli nijaka. W Świeszynie jest kilka ośrodków wypoczykowych.  Żaden nie jest jednak zainteresowany zainwestowaniem w kąpielisko, podobnie jak i gmina, która jest właścicielem terenu. Dlaczego? Bóg raczy wiedzieć…

Dostępu do pięknego jeziora Skąpe w Trzcinnie bronią Lasy Państwowe, bo są właścicielami okalającego go terenu. Kiedyś było tu tętniące życiem kąpielisko z pomostami. Pozostało po nim tylko wspomnienie. Bobięcińskie  ma nowe pomosty, plac zabaw przy brzegu, ale też bardzo małą plażę i niezbyt przyjazny brodzik – kamienie, zielsko.

Zapraszam do dyskusji. Osobiście raz lubię gwar i pograć sobie w plażówkę, a raz wyciszyć się w trudno dostępnych zakamarkach jezior. W turystyce,  jak w życiu :-) . Ważne, aby mieć możliwość wyboru.

Popluskać się w Bytowie

W Bytowie będzie basen. No, właśnie, będzie?! Burmistrz Ryszard Sylka twierdzi, że realny termin to 2011 rok. Jeden z jego konkurentów do głównej samorządowej posady, powiedział mi nie tak dawno na boku, że Sylka sprytnie wykombinował ten termin. – W ostatniej kampanii obiecał, że basen zbuduje. Nowe wybory są w przyszłym roku. Sylka oświadczy wyborcom, że dzieło zaczął, bo jest projekt, i chce je dokończyć, aby spełnić obietnicę. Aby móc dokończyć, musi być ponownie wybrany…

Może być tak, jak mówi konkurent Sylki, a może to być, w pewnym sensie,  zwykły zbieg okoliczności. W sprawie basenu najważniejsze są pieniądze. Bytowski kompleks może kosztować ze dwadzieścia milionów złotych. To duża kasa, jak na Bytów. Czy więc lokalna władza porywa się z motyką na słońce? – Wierzę, że budżet udźwignie ten wydatek – oględnie powiedział mi trzy dni temu burmistrz, kiedy zbierałem informacje do artykułu na temat basenu. Pewności więc nie ma.

Z takimi inwestycjami, jak basen, gdzie od pierwszej kreski projektanta na papierze do pierwszego popluskania się  mija wiele lat, jest też inny problem. Władza samorządowa poddaje się wyborczej ocenie,  co cztery lata. Nowa może nie chcieć budować pływalni z powodu dużych kosztów. – Mamy dziurawe drogi, ludzie w przysiółkach nie mają bieżącej wody. Nie stać nas na basenowy zbytek – może zbijać argumenty Sylki nowy włodarz. Wydane pieniądze na koncepcję i projekt jakoś się uzasadni…   

Osobiście jestem za budową basenowego kompleksu w Bytowie. Przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. O korzyściach dla rozwoju i zdrowia, nie muszę chyba nikogo przekonywać.  Pamiętam ile było dyskusji na temat budowy w Miastku nowoczesnego gimnazjum z ogromną halą sportowo-widowiskową. A to, że władza buduje sobie pomnik. A to, że bieda i pieniądze powinny pójść na opiekę społeczną. Sam miałem trochę wątpliwości. Dzisiaj ich nie mam.

Tej i przyszłej samorządowej ekipie życzę determinacji w budowie basenu.

 

Doczesność

Doczesność to tylko przedsionek naszego życia,  jak chce tego chrześcijańska filozofia, czy też  jego jedyna treść? Każdy ma swoją własną odpowiedź. Nie jestem zbyt religijny i myślę, że jest mi trudniej, niż osobom, które mocno wierzą w Boga. Na marginesie dodam, że oczywiście spuszczam zasłonę milczenia na religijną cepeliadę i ludzi, dla których liczy się jedynie fasada. Niezależnie od religjnych wyborów, prawie każdy szarpie się z tą doczesnością, walcząc o jak najlepszą dla niej jakość.

Czytaj dalej…

Do burmistrzów i wójtów. Między Orlikiem a piaskownicą.

Niemal w każdej gminie powstał albo też powstaje Orlik. I dobrze. To sukces propagandowy rządu Donalda Tuska, ale przede wszystkim boiska z prawdziwego zdarzenia dla dzieci i młodzieży. Nie mieć Orlika w gminie, to trochę obciach dla samorządowców i powód do krytki dla oponentów politycznych. Nie mam nic przeciwko Orlikom, ale chciałbym, aby z takim samym zapałem burmistrzowie i wójtowie zabrali się za place zabaw dla dzieci i zwykłe piaskownice. Zresztą nie tylko oni.

Przeciętny Orlik kosztuje milion złotych. Za takie pieniądze można byłoby urządzić ze czterdzieści porządnych placów zabaw. Odwiedziłem ostatnio kilkanaście placów zabaw w Bytowie. Są takie, na przykład przy ulicy Bauera, które świecą przykładem, ale są też takie, które mogą nawet przyśnić się w koszmarach. Pewnie tak samo jest w innych gminach. Huśtawka, drabinka, ścianka do wspinaczki, nie kosztują zbyt wiele (patrz Orliki), a mimo tego samorządowcom opornie idzie urządzanie placów zabaw.

Apeluję  do burmistrzów i wójtów.  Zróbcie rocznie choć dwa place zabaw z prawdziwego zdarzenia. Zaplanujcie to w budżetach gmin.  Na pewno uda się wam znaleźć tyle pieniędzy. Dzieci będą wam wdzięczne, a być może i rodzice przy urnie wyborczej (to z perspektywy zadowolenia malucha drugorzędna sprawa).

Nie będę ukrywał, że chodzi mi po głowie też inna zachęta. Napiszę do premiera Tuska lub wicepremiera Schetyny, aby wzorem Orlików uruchomić rządowy program budowy placów zabaw i piaskownic. Mówię poważnie.  Gdyby się udało (z rządem), to pewnie samorządowcy ruszyliby wymieniać piasek zalegający w piaskownicach od kilku sezonów i huśtawki, które przeżywały okres rozkwitu w okresie PRL-u. W przeciwnym razie byłby obciach ;-)

Napiszcie o placach zabaw w swoich gminach. Przesyłajcie zdjęcia.

Mamy misję albo czujemy pustkę…

Dlaczego piszemy blogi…

Czytaj dalej…

Kto zostanie burmistrzem Miastka ?

    Do wyborów samorządowych jest jeszcze półtora roku, ale zapewniam was drodzy Czytelnicy, że już od dawna trwają polityczne szachy. Lokalni liderzy zastanawiają się z kim zawrzeć wyborczy mariaż. A przede wszystkim szukani są kandydaci na burmistrza.

Czytaj dalej…